poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 1

                                                      { Kilka miesięcy wcześniej}

Obudził mnie dźwięk dzwonka mojego telefonu. Kto dobija się do mnie o tej porze! Zrezygnowana zakładam poduszkę na głowę i uporczywie próbuję zasnąć, lecz kiedy to nie pomaga postanawiam odebrać ten głupi telefon.
- Halo!- rzuciłam ostro do słuchawki.
- Ooo widzę, że ktoś tu się nie wyspał -powiedział najweselszy głos jaki kiedykolwiek słyszałam, na mojej twarzy od razu pojawia się szczery uśmiech- Wiesz, nie chciałem cię wyrwać z twojego pięknego snu, ale chcę tylko ci przypomnieć, że jeżeli nadal masz zamiar chodzić do szkoły, to zostało ci jakieś 15 minut, żeby nie spóźnić na pierwszą lekcję- kontynuował już lekko rozbawiony głos
- Kuffa mać..- rzuciłam krótko i jak z torpedy wystrzeliłam do łazienki.
Szybko umyłam zęby, wzięłam 5 minutowy prysznic i poleciałam po ubrania. Był już koniec czerwca, więc wybrałam jeansowe shorty i szarą koszulkę na grubych ramiączkach z napisem "Kiss Me'' W biegu jeszcze raz wstąpiłam do łazienki, aby zrobić lekki makijaż. Zbiegłam po schodach i w korytarzu zaczęłam zawiązywać moje czerwone vansy.
- Ej, córeczko a śniadanie?-krzyknęła z kuchni mama.
- Zjem w szkole.- wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Przecież i tak wiem, że nie zjesz.
- Wiem to.
Złapałam za torbę i wyszłam na zewnątrz. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, ujrzałam widok, który zaszczyca moje oczy codziennie. Kolorowe spodnie, bluzka w paski, szelki, roztrzepane włosy, a całość dopełniający szczery uśmiech. Przed państwem, w roli głównej Louis Tomlinson.
- Witam Śpiącą Królewnę!- Powiedział żartobliwie.
- Witam człowieka, który budzi , śpiące królewny w środku nocy!- odpowiedziałam z udawanym wyrzutem.
- W środku nocy?! Jest siódma trzydzieści pięć, nie przepraszam trzydzieści sześć. I ty to nazywasz środkiem nocy?
-Ugh.... Nieważne. Mamy dokładnie czternaście minut, więc jak się sprężymy, to nie spóźnimy się na pierwszą lekcję.-powiedziałam zmieniając temat.
- Serio? Wierzysz w cuda? Znajac nasze tempo i dokładajac do tego nasze szczęście.... A no i zapomniałbym trzeba jeszcze do tego dodać twoje nieskoordynowane ruchy...Nie wiem czy zdążymy na trzecią lekcję.
 - Och.. cicho bądź-Lou uśmiechnął się pod nosem, ale w sumie to miał rację, często przyciągałam do siebie lawinę nieszczęść...
Droga do szkoły przebiegła nam pomyślnie i niespodziewanie szybko.
- Co mamy pierwsze?- zapytałam, gdy  szliśmy do którejś z klas na pierwszym piętrze.
- Geografia
- CO? No to na co czekamy szybko! Wiesz przecież, że jak się znów spóźnimy to będziemy mięć przerąbane!
- I tak juz jesteśmy spóźnieni, więc wyluzuj mała- puścił mi oczko i zapukał do drzwi po czym je otworzył
- Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie- powiedzieliśmy chórkiem
- Louis Tomlinson i Mia Loudshood jak zwykle spóźnieni czemu mnie to dziwi... Znowu trzeba wam wymyśleć jakąś karę- Nie no spodziewałam się, jakasz ona nie przewidywalna.-Ale co wam tu dać, chyba wszystko co było możliwe, wyczerpaliście. Koza była, karna odpowiedź była.. Były nawet prace społeczne!- O tak tego to nigdy nie zapomnę. Psycholka kazała nam kiedyś odśnieżać cały teren szkoły i to w sobotę! Byliśmy tak na nią wkur***ni, że zaprosiliśmy całą szkołę na wielką bitwę na śnieżki, jak to zobaczyła to myślałam, że jej gały z orbit wyskoczą. A jeszcze kiedyś jak nam kazała umyć swój samochód, to idiotka zostawiła kluczyki w stacyjce.... No i Louis postanowił zobaczyć jak jeździ ten wóz więc go odpalił, a skończyło się tak, że jej samochód był trochę poobijany, a właściwie cały skasowany. Nigdy nie zapomnę miny tej ropuchy i naszych mam kiedy się o tym dowiedziały.-O już wiem! Napiszecie referat na 10 tysięcy słów na wybrany temat z geografii. Każdy odzielnie. A no i zapomniałabym pisany ręcznie, panno Loudshood.
- Co?! 10 tysięcy?? Chyba panią łeb boli, jeżeli pani myśli, że na prawdę to napiszę!- powiedziałam już nieźle wkurzona.
- Dla ciebie 15 tysięcy, Mio
- Ale to nie jej wina! Pani jest nie normalna 10 tysięcy?! Zresztą zna pani nas, więc po co zadaje nam pani jakieś głupie referaty, których i tak nie napiszemy! Postawi nam pani jedynkę i co stego i tak mamy miliony piatek więc jedna jedynka w ta, czy w tą nie zrobi różnicy!- wtrącił się Louis
- Dla ciebie również 15 tysięcy. A teraz siadać do ławek i nie denerwować mnie proszę, bo za chwilę wyślę was do dyrektora....A i jeszcze jedno jeżeli macie zamiar okazywać swoje uczucia to róbcie, to po za szkołą.- Co? O co chodzi teee...ooo Dopiero teraz zauważyłam, że moje palce są kurczowo złączone z palcami Louis'a. Zarumieniłam się i szybko wyplątałam  je z jego uścisku. Czy takie sytuacje często się zdarzały? Czy zwykłe trzymanie się za ręce, może znaczyć coś więcej niż tylko przyjacielski gest? Z takimi rozmyśleniami przeżyłam resztę lekcji geografii. Próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie:  Co tak na prawdę czuje do Louis'a i czy on czuje, coś do mnie?
                                                                         ***

Przez resztę dnia w szkole Louis....hmmm.. unikał mnie. Miałam okazję pogadać z nim dopiero w drodze do szkoły.
- Dobra mam już tego dosyć. Co się z tobą dzieje Louis? Przez cały dzień nie odezwałeś się do mnie ani słowem. O co chodzi?
- O nic
- Przecież widzę.
- Bo ja ...ugh,...Bo mi podoba się pewna dziewczyna- Ojej może chodzi o mnie.. może to ja mu się podobam- ale po incydencie na geografii myśli, że ja i ty, że jesteśmy parą- Ałć zabolało... Do moich oczu napłynęły łzy... Odwróciłam głowę, żeby nie zauważył, ostatniego czego bym chciała to rozwalenie naszej przyjaźni przez moje nierozwiązane uczucia- I ja nie wiem co mam teraz robić...Ej wszystko gra? Czemu płaczesz?- Super... i co mam mu teraz powiedzieć? Kilka sekund na wymyślenie jakiejś sensownej wymówki..
- Nic takiego po prostu...- Chwila na pozbieranie myśli- ja..się...cieszę..że.. ci.. się ktoś...spodobał...I tak...w ogóle nigdy nie przypuszczałam, że jakaś dziewczyna ....będzie twoją....druga połową.
- A teraz na serio o co chodzi?
- No powiedziałam przecież!- Powiedziałam to już nie kryjąc łez, które spływały mi po policzkach i pobiegłam do domu. Louis chyba naprawdę coś dla mnie znaczył i to było cos więcej niż przyjaźń...Chyba.....

2 komentarze: